Dzisiaj jest: 28 Maj 2024        Imieniny: Augustyn, Jaromir, Wilhelm

Deprecated: Required parameter $module follows optional parameter $dimensions in /home/bartexpo/public_html/ksiBTX/libraries/xef/utility.php on line 223
JERZY FEINER  WIELKI LWOWIANIN

JERZY FEINER WIELKI LWOWIANIN

Galeria „Temporary Comtemporary” położona przy ul. Dolnych Młynów 7 w Krakowie cieszyła się przez lata sławą zasłużoną. Została precyzyjnie opisana przeze mnie w książce „Adam Macedoński i Aleksander Szumański z…

Readmore..

Oszmiańskie historie – Mieczysław Pimpicki – lekarz, sportowiec, żołnierz Armii Krajowej, łagiernik, od 1995 roku honorowy obywatel Olsztyna

Oszmiańskie historie – Mieczysław Pimpicki – lekarz, sportowiec, żołnierz Armii Krajowej, łagiernik, od 1995 roku honorowy obywatel Olsztyna

/ Mieczysław Pimpicki, student Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, październik 1933 rok, kopia ze zbiorów Litewskiego Centralnego Archiwum Państwowego Powiat oszmiański za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów był największym…

Readmore..

„SŁAWA UKRAINIE” JAK „SIEG HEIL”

„SŁAWA UKRAINIE” JAK „SIEG HEIL”

Wspomnienie o księdzu Tadeuszu. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wzywał, by opamiętać się w ślepym poparciu dla Ukraińców. Rozmowa z Andrzejem Zwolińskim Jeżeli Ukraina zostanie okrojona przez Putina ze wschodnich i południowych…

Readmore..

Obchody Dnia Ponarskiego

Obchody Dnia Ponarskiego

/ Foto: materiały archiwalne KSI STOWARZYSZENIE RODZINA PONARSKA ma zaszczyt zaprosić * Członków i Sympatyków Stowarzyszenia Rodzina Ponarska * Wszystkich pamiętających o Ofiarach Zbrodni w Ponarach pod Wilnem z udziałem…

Readmore..

Moje Kresy. Rozalia   Machowska cz.2

Moje Kresy. Rozalia Machowska cz.2

W rodzinie Stanisława i Rozalii Wilgosiewicz pierworodnym był mój ojciec – Jan. Tato miał jeszcze czworo rodzeństwa. Starsza z sióstr Hania wyszła za mąż za Siubę – pracownika tartaku Sielec…

Readmore..

PLAN UKRAIŃCÓW. ZAMORDOWAĆ JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO.

PLAN UKRAIŃCÓW. ZAMORDOWAĆ JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO.

Dlaczego w 1921 roku Ukraińcy chcieli zamordować Józefa Piłsudskiego? Wrogość Ukraińców w stosunku do Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego nieustannie narastała od 1918 roku. Po I Wojnie światowej większość Polaków…

Readmore..

Nie dożyliśmy jeszcze do pełnej,  polskiej niepodległości – pisał Edward Prus 30 lat temu.

Nie dożyliśmy jeszcze do pełnej, polskiej niepodległości – pisał Edward Prus 30 lat temu.

/ Foto: symbol męczeństwa polskiej ludności Bieszczadów, obelisk i krzyż w miejscu ludobójczego mordu OUN-UPA. W tym miejscu w nocy z 15 na 16 sierpnia 1944 roku we wsi Muczne…

Readmore..

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie Tygodnik Szczytno: Panie Tomaszu, jest Pan organizatorem społecznego apelu:…

Readmore..

Akcja billboardowa Fundacji Wołyń Pamiętamy.

Akcja billboardowa Fundacji Wołyń Pamiętamy.

To już kolejny rok jak Fundacja "Wołyń Pamiętamy" wspiera Warszawskie społeczne obchody 11 lipca. W roku bieżącym, Fundacja ma zamiar wynająć w lipcu kilka billboardów przy autostradzie A4 a nie…

Readmore..

Kaci Wołynia. Marek A. Koprowski

Kaci Wołynia. Marek A. Koprowski

Przygotowując się do akcji oczyszczania Wołynia z Pola­ków, „Kłym Sawur” przeprowadził akcję zniszczenia swo­ich konkurentów. W pierwszej kolejności kazał zlikwidować zbrojne formacje Tarasa Borowcia „Bulby”, które ze względu na totalitarny…

Readmore..

Szkoła państwowa w państwie polskim musi wychowywać młodzież, zarówno niepolską jak polską na dobrych obywateli polskich

Szkoła państwowa w państwie polskim musi wychowywać młodzież, zarówno niepolską jak polską na dobrych obywateli polskich

Zadaniem szkolnictwa powszechnego nie jest wychowanie i wykształcenie abstrakcyjnego człowieka, czy abstrakcyjnego obywatela jakiegokolwiek państwa, lecz obywatela państwa polskiego, państwa będącego prawną organizacją bytu niezależnego zbiorowej osobowości i woli narodu…

Readmore..

”Ścigałem Iwana  Groźnego”  Demianiuka”

”Ścigałem Iwana Groźnego” Demianiuka”

Drugie wydanie książki Ścigałem Iwana „Groźnego” Demianiuka, poprawione i rozszerzone, ukazuje się w przeddzień zapowiedzianego, drugiego procesu w Monachium. Świadkowie i zgromadzone materiały źródłowe wskazują, że esesman Iwan Demianiuk był…

Readmore..

Moje Kresy – Rozalia Machowska cz.1

/ foto: Rozalia Machowska 

Swojego męża Emila poznałam już tutaj w Gierszowicach, powiat Brzeg. Przyjechał  jak wielu mieszkańców naszej wsi z Budek Nieznanowskich na Kresach. W maju 1945 roku transportem repatriacyjnym do Bytomia, wyrzucono ich na stacji Karb. Potem było Opole, skąd razem trzema innymi osadnikami udał się na poszukiwanie nowego miejsca zamieszkania. Z Opola rowerami na kablach (zamiast opon) dojechał do Gierszowic. We wsi było pustawo, stacjonował jedynie mały oddział sowieckiego wojska, który zajmował się zbieraniem zboża, ziemniaków i innych płodów rolnych dla potrzeb armii. Gdy dowódcę spytali czy mogą tu zamieszkać, czerwonoarmista beztrosko machnął ręką: bозьмите все, domy, ziemię i dobytek, żyjcie tutaj aż do śmierci. Niebawem w Gierszowicach osiedliły się inne rodziny: Jaskuła, Smoliński, Wasylik, Połubiak, Zacierka, Skibiński, Machowski, Nowak, Litwin, Białek, Kołomyjski, Fijałkowski, Semenowicz i inni. Emil do Gierszowic przybył z czterema braćmi i mamą, zajął najlepszy jak mu się wtedy wydawało budynek we wsi, piętrowy pod nr 31. Za stodołą była młocarnia kieratowa, stajnia, w niej porobione boksy i dużo pomieszczeń gospodarczych. Razem z innymi kresowiakami we wsi zamieszkał brat mamy - Józef Herba, który w następnym roku ściągnął nas do siebie, albowiem nasz syberyjski transport zajechał aż do Kołomyjki k. Goleniowa pod Szczecinem. Tutaj dotarliśmy dopiero w maju 1946 roku. W kościele pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzegu w 1947 roku, odbył się nasz ślub. Z tego małżeństwa w rok później przyszedł na świat syn Jan, potem po kolei trzy córki – Maria, Ludwika i Zofia.

Praca na roli była przyszłością, więc oboje z mężem ostro wzięliśmy się do pracy. Celem naszego gospodarstwa specjalistycznego była wzorowa hodowla. Pisały o nas gazety, mówiono w radiu. Mąż za ciężką pracę otrzymał najwyższe wyróżnienie jakie może spotkać doskonałego rolnika – Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Zawsze mawiał „to nie za politykę mnie odznaczono, ale za dobre gospodarowanie” Dzisiaj nie ma go już wśród żywych, pozostała pamięć, szacunek do tego co robił i moje obecne wspomnienie ku pamięci dla mych dzieci, 10 wnuków i 10 prawnuków. Urodziłam się w 1928 roku w Maziarni Karańskiej, gmina Nieznanów, powiat Kamionka Strumiłowa, województwo lwowskie w rodzinie Jana (1890) i Katarzyny (1893) Wilgosiewicz zd. Herba. Do gminy wiejskiej Nieznanów należały wówczas takie wsie jak: Berbeki, Budki Nieznanowskie, Charkowa, Nieznanów, Połoniczna, Wasylówka, Żubiki, tartak Bieńków, osady – Czernichówka, Gliniany, Maziarnia Berbekowa, nasza Maziarnia Karańska, Moczary, dwory – Karanie, Koczery, Nieznanów, Pająków, Pieńków i Połoniczna. Mieszkaliśmy przy drodze z Nieznanowa, tuż za naszym polem było lotnisko, obok naszego domu biegła droga w kierunku bramy lotniska. Wiele napatrzyłam się na olbrzymią maszynę stojącą na lotnisku – kruszarkę kamieni. Furmani zwozili z okolicy na plac olbrzymie głazy, te transportowano na maszynę kruszącą, a rozdrobniony kamień używano do budowy lotniska. Widziałam lądujące dwupłatowce, zwane wówczas kukuruźnikami. Największe znaczenie lotnisko nabrało dopiero w okresie wojny, niestety służyło hitlerowcom. Jedyną korzyścią z ich pobytu było nawiązanie kontaktu członków samoobrony z Budek Nieznanowskich z obsługą lotniska. Jak wynikało z późniejszego raportu mieszkańców, niemiecka i węgierska obsługa handlowała bronią i amunicją, którą później skutecznie wykorzystano do obrony mieszkańców wsi Budki Nieznanowskie przed banderowcami w kwietniu 1944 roku.

/ Władysław Machowski przyszły teść Rozalii przed kuźnią w Budkach Nieznanowskich

Nasza osada nie była zbyt liczna, większość mieszkańców stanowili Ukraińcy z którymi żyliśmy w jak najlepszej zgodzie. Gospodarstwa usytuowane były po jednej i drugiej stronie drogi idącej z Nieznanowa w kierunku wsi Szajnochy, Chołojów, dalej do powiatowego Radziechowa. Najbliżej lotniska mieszkał Gac, Fluder i Kachel. Naszymi najbliższymi sąsiadami byli : Krochmalni, Choina, Choma, Kisielewicz. Dalej we wsi mieszkały rodziny : Dmytrasz, Kulikowski, Gęborzewski, Sałahub, Synicki, Biłozur, Piorun, Polityło, Prytuła. Tato był legionistą Piłsudskiego. Jako osadnik wojskowy otrzymał od hrabiego Badeniego 12 morgów pola. Potem ojciec został zarządcą dworu Karanie, należącego do hrabiego Stanisława Henryka Badeni, sukcesora olbrzymiego majątku pozostawionego przez ojca Stanisława, marszałka Sejmu galicyjskiego, to przydzielone pole uprawiali mu miejscowi chłopi. Rodzice taty – dziadkowie, Stanisław i Rozalia Wilgosiewicz pomarli wcześnie, nie pamiętam chyba ich nie widziałam. Ojciec męża – dziadek Machowski także służył w majątku hrabiego Badeniego. Obok naszego pięknego domu stała pasieka z 60 pniami pszczelich rodzin. W domu tato miał sklep – trafikę, sprzedawał w nim tytoń, papierosy, machorkę. Mama wypiekała chleb dla ludzi pracujących na cegielni Chruśla, dwa razy dziennie po 6 dużych bochenków. Pomimo, że ojciec miał bardzo dużo zajęć związanych z pracą w majątku Karanie, potrafił w wolnych chwilach posłuchać muzyki z patefonu i dużo czytać, m.in. biblię ormiańską. Świadczyło to jego ormiańskich korzeniach. Gdy wybuchła pierwsza ze światowych wojen, stało się to z powodu zabójstwa austriackiego następcy tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie 28 czerwca 1914 roku, po którym Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, następnie Rosji carskiej. Za udział w tej wojnie ojciec otrzymał wysoką inwalidzką rentę od rządu austriackiego. Ranny żołnierz armii austro-węgierskiej został skierowany na terenie dzisiejszej Bośni i Hercegowiny do miejscowego szpitala. Rannymi opiekowały się siostry zakonne. Tato młody, przystojny młodzieniec zakochał się z wzajemnością w jednej z pielęgniarek, nieszczęście w tym, że była to siostra zakonna. Oboje byli w siódmym niebie, ona wystąpiła z zakonu, młodzi mieli zamiar pobrać się. Jan wyruszył w daleką drogę do ojczystego domu, by tę nowinę oznajmić rodzicom i prosić ich o zgodę na ślub. Niestety w całej Europie nie tylko w Galicji Wschodniej wybucha straszna epidemia grypy zwanej hiszpanką. Miliony ludzi zachorowało, sporo umarło, jest kwarantanna, nie wolno opuszczać miejsc zamieszkania, tym bardziej wyjeżdżać do innych krajów. Tato listownie informuje wybrankę o tym znanym jej przecież przykrym fakcie. Niestety oblubienica nie mogła tego zrozumieć sądząc zapewne, że to celowy wykręt. Miała olbrzymi żal do taty, że ją zostawił i niepotrzebnie opuściła mury klasztorne. Cóż stało się, ojcu też nie było łatwo pogodzić się z takim stanem rzeczy, począł pracować u hrabiego Badeniego, zarządzając folwarkiem Karanie.

/ Katarzyna i Władysław Machowscy z dziećmi - Budki Nieznanowskie 1943

Nasza wieś to Maziarnia Karańska, być może stąd pochodzi pierwotna nazwa naszej osady. Karanie to folwark, maziarnia to miejsce wyrobu mazi i dziegciu, produktów powstałych w wyniku spalania drewna. Okoliczne miejscowości w szczególności nadawały się do tego rodzaju produkcji, bowiem wokół pełno było lasów, zaś pomiędzy Czernichówką, Połoniczną i Maziarnią Berbekową na terenie naszej gminy rozciągało się Wielkie Bagno Daneckie. Maziarz to bardzo stary wiejski zawód. Tradycja wykonywania tego zawodu przechodziła z pokolenia na pokolenie. Młodzi mieszkańcy, niekiedy kilkunastoletni chłopcy, przygotowywali się do zawodu maziarza w ten sposób, że jeździli w charakterze pomocników, odbywając praktykę pod kierunkiem doświadczonych handlarzy – najczęściej ojców lub braci, rzadziej obcych. Po dwóch lub trzech latach praktyki młodzili próbowali samodzielnego handlu. Przede wszystkim handlowano terpentyną i mazią – swego rodzaju smarem niezbędnym do smarowania osi kół w furmankach, bryczkach czy powozach. W zamożnych rodzinach niezbędny sprzęt maziarski, konie i wóz kupowali młodemu maziarzowi rodzice. Gdy kogoś nie było stać, kupowano sprzęt do spółki i razem handlowano. Sprzedaż w najbliższej okolicy odbywała się najczęściej na piechotę. Wędrowny maziarz (najczęściej ubogi lub uczący się zawodu) na plecach nosił specjalnie skonstruowane krosna ważące do 25 kilogramów, produkt odmierzano miarką o pojemności 1/16 litra. Gdy potrzeba było wyjechać w teren korzystano z dwukołowej kolasy ciągniętej przez jedną lub dwie osoby. Do najdalszych wypraw wykorzystywano specjalne maziarskie wozy zwane sekerami, okrytych plandeką rozpiętą na kabłąkach, zaprzężonymi w parę mocnych koni. Zwykle na seker ładowało się kilkanaście beczek z produktem, by szybko nie wracać do domu. Wyrób mazi i dziegciu przebiegał w podobny sposób jak obecnie robią to smolarze w Bieszczadach, wypalając węgiel drzewny. Proces wypalania drewna zachodził w tzw. mieleszach, to wykopane w ziemi doły o głębokości do jednego metra, wewnątrz oblepione gliną. Dołem wyprowadzano na zewnątrz rurkę by odprowadzała produkty destylacji. Tak przygotowany mielesz wypełniano porąbanym na szczapy, dobrze wysuszonym drewnem, zwanym karpiną. Karpinę układano w stos tworząc półtorametrowy kopiec. Na tak ułożony kopiec nakładano glinę, uszczelniano i podpalano od wewnątrz , by drewno bez dostępu powietrza tliło się przez kilkanaście godzin. Mozolna to była praca, po kilku godzinach zaczęły spływać pierwsze produkty, najpierw terpentyna, potem dziegieć, na końcu najcięższa maź. Czymże jest dziegieć? To smoła drzewna, stosuje się go najczęściej wtedy, gdy u konia zaobserwuje się gnicie strzałki. Dziegieć działa silnie dezynfekująco. Związki aktywne dobrze przechodzą do bruzd i zagłębień podeszwy zapobiegając rozwojowi drobnoustrojów uszkadzających róg kopyta. Ale trzeba uważać z dziegciem, bo jest bardzo wysuszający i kiedy smaruje się nim kopyta zbyt długo lub niepotrzebnie, to pękają. Smaruje się oczywiście podeszwę kopyta. Wszystkie produkty trzeba było jeszcze dobrze sprzedać, trudnili się tym właśnie maziarze.                                                                                                                                                         
 Cdn.
Wspomnień wysłuchał: Eugeniusz Szewczuk
Zdjęcia: ze zbiorów własnych Rozalii Machowskiej
Osoby pragnące dowiedzieć się czegoś więcej o życiu na Kresach, nabyć moją książkę pt. „Moje Kresy” ze słowem wstępnym prof. St. Niciei, proszone są o kontakt ze mną tel. 607 565 427 lub e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.